O mnie

Jestem ciągle w drodze, zgodnie z wyznawaną przeze mnie zasadę, że to droga jest celem.

Archiwum

2010
maj
marzec
2009
sierpień
lipiec
marzec
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień

Linki

Dzieje się...
Pogotowie filozoficzne
Zagoń rower do roboty

Ludzie, których spotkałam
Karolina Małpa
Nowe dziecko Ole
Co z Nami?
Jarek
Masay
Ire
DJ
Lilinka
Wędrujący -Lili i Cool
Fasolka
Kolorek
Pooh
Owoc
Suyia
Klasowo

Ciekawe miejsca
Lodz Cycle Chic
Spacerownik
Deco Bazaar
Streetphotography
Endo i inni
Gotujemy Wege
Chic and cheap
Odkryj Bieszczady
W górach
Łykend
Kinga Freespirit
Tybet
Oliwkowo

Czytelnia
Ole tworzy...
ForumVeg
Kulturowo - G-Punkt
Słowa, słowa, słowa
Zwierciadło
Polityka
Wyborcza

Księga Gości

dodaj zobacz

2010-05-06 11:56:36
Ruch...
Patrzę na telefon. Połączenia odebrane, nawiązane a w nich same Mariole, Krzyśki i Maćki. Gdzieś z czasem zagubiły się Krystyny, Magdy i Mietki. Nie wiem co się stało ale już nie dzwonią, ja nie dzwonię. O jedna Zofia została, nie, może dwie.
Dobrze.
Pracowałam, dużo, dobrze, z poświęceniem. W życiu pustka zagościła. Słyszę - Dzieje się, idziesz?, będziesz? Mówię jasne, pewnie, super, że mówisz. Przychodziła godzina zero a ja krok w tył robię. - Wiesz, nie. Nie będzie mnie. Coś wypadło, może innym razem. Na pewno innym razem.
Kolejna rzecz mnie ominęła.
Złapałam moment gdy nogę przesuwałam w tył. Ten ułamek sekundy.
Stop!
Ruszyła maszyna. Teraz tu, za chwilę będę tam. Lęk. Czy czuję lęk? Nie, raczej lenistwo domaga się chwili dla siebie. Lubi poleżeć bezczynnie na kanapie. Zabić czas kolejnym serialem o "prawdziwym życiu", zabierając mi moje własne.
Mniej pracuje. Porządkuję bałagan w sprawach niezałatwionych. W głowie przestrzeni przybyło. Wraz z nią chęci do działania, twórczego działania. Nie, nie znałam tego jeszcze u siebie. Może coś napiszę, jakiś szkic zrobię. Teatru więcej, wystaw, nawet kino gdzieś po drodze było.
Ciągle coś rodzi się i umiera zarazem coś innego.
Poznałam, jakiś miesiąc temu w kawiarni, kobietę. Rozmawiałyśmy przez chwilę, z pasją i wielkim wdziękiem o niczym. Nagle, mimo chodem mówi "byłam". Tak, już na studiach odwiedziłam Rumunię. Później zagłębiałam się dalej i dalej. Dziesięć lat tak w drodze żyłam. Ostatnie lata spędziłam w Nowej Zelandii. Teraz wróciłam, na stałe, do Polski. Tu zaczynam kolejną podróż. Nie, nie było aż tak trudno. Nauczyłam się patrzeć na świat z perspektywy nieznanej moim rówieśnikom. Nikt mi tego nie zabierze. Otwieram teraz miejsce dla ludzi, którzy chcą "być" ale nie wiedzą jak się za to zabrać. Napisz. Coś wymyślimy i dla Ciebie.
Pstryk.
Uśmiechnęła się, tak jak tylko amerykanie umieją to robić, bez smutku. Piła kawę u mnie i robiła na drutach kolejny szalik. Zaczęłyśmy jak zwykle, rozmawiać. Skąd?, po co? i jak?, ty, dziewczyna z Kalifornii, siedzisz we Wrocławiu na kawie. Znów się uśmiecha. To proste - mówi - przyleciałam na ślub znajomych hipisów do Londynu. Trochę za drogie miasto jak dla mnie więc kupiłam najtańszy bilet i wylądowałam tu. Trochę pozwiedzam przez tydzień a później lecę do Afryki. Latem tam stacjonuje, zimą pracuję w górach kalifornijskich. Wspominam jej o San Francisco. To blisko - mówi bez wytchnienia - trzy godziny jazdy samochodem. Cudowne miejsce. Spodoba Ci się, przyjedź.
 
Ciągły ruch zmieniający perspektywę.
 
skomentuj (1)


2010-03-24 14:49:03
Tak, jutro na pewno
Tyle rzeczy zrobię jutro. Zacznę pisać pracę, zrobię zakupy, odwiedzę przyjaciółki, napisze maila, załatwię sprawy na mieście. Tak, od jutra! Będę już dbała o siebie, nie zapomnę regularnie ćwiczyć a wieczorami przebiegnę się, tak dla sportu. Nie, nie zjem więcej czekolady, ugotuję obiad, zrobię pranie. Jutro...


A życie jest tu i teraz, i innego nie będzie,  jak to powiedział Czesława Miłosza z wierszu Piosenka o końcu świata.
skomentuj (0)

2010-03-20 23:29:22
Tak, tak, żyję...
Jak zwyklę, nie rozpiszę się o tym, że kolejna wiosna nadchodzi, że czuję ją całą sobą, że wszystko się ciągle zmienia, że ciągle gdzieś życie mnie gna, że lubię mój sposób patrzenia na świat i nienawidze go zarazem... nie, o tym nie napiszę. Bo szkoda czasu, lepiej się zatopić w tej ciszy...i ową się ciszą dokarmić... :)

skomentuj (0)

2009-08-17 03:06:16
W nocnej zadumie
..." Oczy są, wybacz mi, żeby widzieć
     Uszy są, wybacz mi, żeby słyszeć..."
Tak przemawia, słowami piosenki Reni Przemyk, moja ironia, cynizm, egoizm, sceptycyzm.
skomentuj (0)

2009-07-21 23:48:49
Chwilę...
Długo mnie nie było na blogu ale jak się pojawiam od razu jakieś zmiany wprowadzam, znów wszystko przestawiam... tak, jestem prawdziwą kobietą wraz z  całym swym niezdecydowaniem i zmiennością...

Ostatnio popełniłam taki tekst... fragmenty prezentuję szerszej publiczności...dlaczego? nie pytaj, czytaj...

Co u mnie hmmm to jest ciekawe pytanie. Zbieram się do pisania pracy ale idzie mi jak krew z nosa. Kompletnie brak mi weny. Za to życie leci, z każdym dniem coś nowego się dzieje. A to ląduję w teatrze na próbie u kumpeli bo zaproponowałam pomoc przy psie, a to jakieś piwko na mieście ze znajomymi z roku a to coś na mieszkaniu kminimy. Czasem zamykam się i czytam książki. Obecnie zaczytuję się w Tokarczukowej. Wiem, że lada dzień mi się to skończy i jedyne rzeczy jakie będę oglądała to książki, monitor, klawiaturę i kserówki artykułów. Więc to są ostatnie dni luzowania się. Później obrona, szukanie pracy itp zamieszania.

Czasem też kminię w mojej głowie jak siedzimy nad lampką wina (tak, ja wiem nie powinnam siedzieć za długo sama ze sobą, czasem zamyślać się na dłużej) pech chciał, że jednak czasem się tak wypuszczam w myśli moje. Podczas naszej ostatniej rozmowy powiedziałeś/łaś, że ja jednak miałam więcej przeżyć przez ten czas. Podróżowałam. Nie tylko mam setki kilometrów za sobą ale i przeżyci emocjonalnych, patrząc ma moje perypetie z męskimi osobnikami.  Powiem Ci jednak, że każdy z Nas przeszedł przez ten czas swoje. Żyjemy tak jak lubimy bądź jak sami w pewnym stopniu zdecydowaliśmy albo życie nas zmusiło. Żałuję, że nie było mnie obok Ciebie kiedy tego potrzebowałeś/łaś. Tak, tego żałuje bardzo.
Ja, jak patrzę na siebie dziś widzę człowieka, który ma za sobą jakąś brutalność życia (nie, jeszcze nie umieram i nie czuję się starą kobietą, wiem, jeszcze wiele przede mną) Chodzi mi raczej o to, że jestem jakaś taka wyprana z emocji, nie przeżywam już jak kiedyś. Wręcz wiele rzeczy jest mi totalnie obojętne. Jestem takim pustostanem wewnętrznym. Co do relacji z otoczeniem hmmm wiadomo, mieszka się z ludźmi, rozmawia, uczestniczy w jakimś procencie w ich życiu, ale ogólnie, wszystko to co jest to samotność. Po tych wszystkich wyprawach dochodzę do tego, że stałam się człowiekiem samotnym ( tak wewnętrznie samotnym). To chyba nauka jaką wyniosłam z tych moich podróży. I jestem na takim etapie, że już nie walczę, nie przejmuję się, bez emocji do tego podchodzę, w jakimś stopniu to przyjmuję i godzę się z tym. Chociaż pewnie moment w którym doszłam do tego bardzo mnie zabolał. Żyjemy tylko po to, żeby odkryć, że i tak samotność to jedyny słuszny stan, w którym przemierzamy świat? To właśnie u mnie słychać. Właśnie to, jeśli pytasz o ten najgłębszy stan.(...)

skomentuj (1)